REŻYSER PROWADZI PRÓBĘ

Bywają reżyserzy, którzy nie lubią premiery i z reguły nic przychodzą na własne przedstawienia, ale trudno byłoby znaleźć takiego, który nie lubi prób. Musiałby nie lubić swego zawodu. Jest to bowiem taki zawód, w którym proces twórczy w pewnym sensie utożsamia się z dziełem. Często udana próba jest w większej mierze skończonym dziełem sztuki reżyserskiej niż gotowe przedstawienie. W dniu premiery reżyser oddaje pałeczkę aktorom. Kiedy jego dzieło zostaje powołane do życia, on sam przestaje w nim istnieć w sensie fizycznym, jest już tylko* jego duszą (proszę mi wybaczyć to archaiczne określenie), ożywiającą innych. Stąd często czuje się w tym dniu niepotrzebny – owoc odrywa się od drzewa, które dało mu soki i zaczyna własną egzystencję.

Znalazłeś się tutaj dzięki poniższej frazie kluczowej:

Mam na imię Zofia i jestem twórcą bloga, który właśnie czytasz. Większość wpisów jest nasiąknięta tematem techniki, ponieważ jest to najbliższe mojemu sercu. Bardzo serdecznie zapraszam do lektury!