KPINY Z REŻYSERÓW

Kpiny z reżyserów – „bibliotekarzy”, jak ich do niedawna nazywali aktorzy starej daty, należą już do przeszłości. Dochodzą jeszcze do głosu jedynie wówczas, gdy wiedza teoretyczna jest wyłącznym tytułem reżysera do wykonywania zawodu, gdy nie posiada poza nią innych kwalifikacji. A właśnie te „inne kwalifikacje” w ostatecznym rachunku decydują o randze reżysera. Można by je najkró­cej nazwać talentem, gdyby nie to, że wokół tego słowa narosło mnóstwo nieporozumień. Romantyczna mitologizacja talentu, jako daru zesłanego przez Boga lub naturę, a zatem wartości niepojętej i niepodatnej na jakiekolwiek zabiegi dydaktyczne, wręcz bałwochwalczy doń stosunek, nie ułatwia zadania tym, którzy chcą poważnie dyskutować o możliwości kształcenia w dowolnej dziedzinie twórczości artystycznej. Skoro jednak słyszy się, że ktoś swój talent zaprzepaścił, a u kogo innego talent pięknie się rozwinął, to znaczy, że nie jest on wartością stałą, a zmienną. Jeśli zaś tak, to można podejmować starania, aby przynajmniej dopomóc komuś obdarzo­nemu talentem w jego utrzymaniu lub rozwinięciu.

Znalazłeś się tutaj dzięki poniższej frazie kluczowej:

Mam na imię Zofia i jestem twórcą bloga, który właśnie czytasz. Większość wpisów jest nasiąknięta tematem techniki, ponieważ jest to najbliższe mojemu sercu. Bardzo serdecznie zapraszam do lektury!