AKTOR NIE BOI SIĘ WIDZA

Cóż to za chwile w życiu mówcy, twórcy, gdy nagle – bo czasem wystarcza jakiś jeden akcent – wyczuwa, że osiągnął cel. Zwyciężyłem, podbiłem słuchaczy! Podobne upojenie, ale głębsze i trwalsze ogarnia tego, kto za pośrednictwem dzieła czy też zespołu aktorów, uporczywie zadaje pytania anonimowej, tajemniczej  masie ludzi, których ma przed sobą, sonduje ich, pobudza, zmusza do reakcji: odpowiedz, odpowiedzże, odpo- < wiedz mi wreszcie, nie jesteś przecież głuchy, nie udawaj trupa!” Aktor na ogół boi się widza. Obawa ta nieobca jest nawet najwybitniej­szym.Laurence Olivier, który znał ją dobrze z własnego doświadczenia udzielił takiej rady swemu koledze: przed premierą przyjdź wcześniej do teatru, ubierz się, ucharakteryzuj, wyjdź na pustą scenę i krzyknij do wyimaginowanej publiczności: „Zobaczycie, kurwa mać, największe przedstawienie, jakie kiedykolwiek udało się wam obejrzeć. Bo to ja będę grał! Ale wam się udało!” Powinno pomóc.

Znalazłeś się tutaj dzięki poniższej frazie kluczowej:

Mam na imię Zofia i jestem twórcą bloga, który właśnie czytasz. Większość wpisów jest nasiąknięta tematem techniki, ponieważ jest to najbliższe mojemu sercu. Bardzo serdecznie zapraszam do lektury!