//////

Archive for the ‘Sztuka reżyserii’ Category

MIĘDZY REŻYSEREM A AKTOREM

Kiedy staje wobec zespołu jest już adwokatem pisarza, obrońcą jego tekstu przed sądem aktorów. Nieu­czciwy to adwokat, który przychodzi na rozprawę nieprzygotowany, bez gruntownej znajomości argumentów swego klienta, ufny jedynie we własny talent krasomówczy. Nie ma – nie może być – konfliktu interesów między reżyserem i autorem, ponieważ są one zbieżne. Obu zależy na artystycznym sukcesie, który rodzi się z symbiozy dzieła literackiego i dzieła sztuki teatru. 1 rzadko się zdarza, aby autor zgłaszał pretensje pod adresem udanego przedstawie­nia. Nawet wówczas, gdy w jakiejś mierze odbiega ono od tego obrazu, którym delektował się w swej wyobraźni pisząc sztukę.

SZTUKA DOCZYTANIA

  1. Rzecz wszakże ciekawa, że „sztuki doczytania” (z niemiecka „Buchdrama „Usedrama”) rzadko bywały czytane, za to często wystawiane. Dalej, że wśród tych, którzy najgłośniej gardłowali przeciw teatrowi brak wybitnych dramaturgów. Alfred de Musset, na którego często powoływali się zwolennicy „teatru w bibliotece’’ jako na sztandarowego wroga żywego teatru, w rzeczywistości – jak dowodzi Veinstein – był wielkim miłośnikiem teatru. Zniechęcony niepowodzeniem Nocy wenec­kiejodżegnał się na pewien czas od teatru* ale chętnie i skwapjiwie doń powrócił. Krytyka teatralna dość często podnosi problem wierności autorowi. Częściej krytyka niż pisarze, którzy dobrze wiedzą, że teatr jest ich naturalnym sojusznikiem.

UTWORY POCHODNE

Co najmniej połowa twórczości dramaty­cznej, od antyku po dzień dzisiejszy, to utwory pochodne, zapożyczone u innych, dawniejszych autorów – stwierdza Tadeusz Kowzan w konkluzji sumarycznego przeglądu zapożyczeń tematycznych w dramacie. Najwięksi twórcy bez wahania i bez skrupułów przerabiali swych poprzedników, brali od nich motywy, fabuły, a nawet fragmenty tekstu. Tłumacze w XVIII wieku przerabiali gruntownie Szekspira, adaptowali cudze utwory, nie zadając sobie nawet trudu podania nazwiska autora pierwowzoru, czym przysporzyli niemało pracy historykom literatury. Praktyka ta przez wiele wieków nie budziła sprzeciwów. Niech więc obrońcy integralnego tekstu klasyków zechcą pamiętać, że niejednokrotnie bronią pisarzy, którzy dziś odpowiadaliby przed sądem za plagiat.

WIERNOŚĆ ABSOLUTNA

Wierność absolutna jest mrzonką, nic takiego nie istnieje. Nawet literaturoznawca, który stara się odczytać dzieło poprzez jego uwarunko­wania historyczne nie może wyrzec się myślenia kategoriami swego czasu. Cóż mówić o przeciętnym czytelniku lub widzu, któremu nie tylko brak odpowiedniego zaplecza naukowego, ale i chęci odczytywania utworu inaczej niż poprzez własne doświadczenie życiowe. Ośmielę się twierdzić, że widz przychodzi do teatru na sztukę Szekspira i Pintera z tym samym nastawieniem: chce obejrzeć interesujące przedstawienie, które, w tym czy innym sensie, będzie korespondowało ze światem jego myśli i przeżyć, ukształtowanym w codziennym zmaganiu ze światem, który go otacza. 

SPÓR O KLASYKĘ

Nie ma ani klasyków, ani pisarzy współczesnych. Szukanie w utworze tego, co jest w nim ponadczasowe, równa się obniżaniu jego rangi. Liczy się przede wszystkim jego związek z naszym czasem” (Leopold Jessner. 1928). A czyż inaczej jest z konserwacją zabytków architektury? Wprowadza­my do nich światło elektryczne, kanalizację, zmieniamy przeznaczenie pomieszczeń. Jeśli chcemy, aby służyły współczesnym, musimy je wpierw do tego przystosować. Jak problem ten wygląda od strony reżysera? Spór o klasykę jest tylko jedną z bitew znacznie większej kampanii o miejsce pisarza w teatrze. W naszym stuleciu współegzystują bowiem dwie tendencje: jedna, która wywodzi się od Craiga (reprezentuje ją między innymi Jessner) hegemonię na scenie przyznaje reżyserom.

RODEM ZE STANISŁAWOWSKIEGO

Druga, rodem ze Stanisławskiego (wywodząca się również z tradycji francuskiej) pisarzom. Jej zagorzałym obrońcą był Louis Jouvet: „Każde arcydzieło bierze początek w tekście dramatycznym. Sztuka reżyserii to sztuka zrozu­mienia utworu, stworzenia sobie wizji spektaklu i pokierowania mm. Ta sztuka nie ma praw ani reguł”. Ale i Jouvet przyznaje przecież, że jeśli teatr jest zwierciadłem, to reżyser jest pierwszym, którego oblicze i postać odbijają się w tym zwierciadle. Życie, jakie reżyser nadaje sztuce obarczone jest nieuchronnie cechami jego charakteru, temperamentu, a nawet kon­strukcji fizycznej. „Reżyseria jest wyznaniem. Jakże mogłoby być inaczej? To przecież siebie samych zawsze poszukujemy”.